"Wielebni" Mrożka
Sławomir Mrożek lubi mówić o powstaniu "Wielebnych", bo - jak uzasadniał - nic szczególnego nie zamierzał przez ten dramat powiedzieć. Ot, po prostu przelał na papier swoje obserwacje na temat ludzkiej obłudy, przemocy, terroryzmu. Tak oto powstała historia dwojga pastorów, z których jeden jest Żydem, a drugi... kobietą. Od 28 października można ją oglądać w kieleckim Teatrze im. Stefana Żeromskiego. Mrożek nazwał ją najlepszą z dotychczas oglądanych.
Już w osiemnastym wieku Ignacy Krasicki zauważył, że fakt bycia duchownym wcale nie zwalnia od odpowiedzialności i podlegania krytyce. Z podobnego założenia wyszedł Sławomir Mrożek, pisząc w 1996 roku w Meksyku sztukę "Wielebni". Co ciekawe,
nie powstała ona z potrzeby serca. Była anglojęzyczną propozycją w jednym
z międzynarodowych konkursów literackich, z którego nagrodę pieniężną Mrożek chciał przeznaczyć na prowadzone wraz ze znajomymi lokalne rancho.
Sztuka Sławomira Mrożka była wystawiana już trzykrotnie i jak dotąd nie spotkała się z należytym przyjęciem - aż do teraz.
Często zdarza się, że autor tekstu i reżyser spektaklu pozostają w opozycji do siebie. W przypadku "Wielebnych" sytuacja była krańcowo różna: obecny na premierze Mrożek nazwał inscenizację Chrapkiewicza najlepszą sztuką z dotychczas oglądanych.
Nie dziwię mu się. Jest to przedstawienie nader współczesne, wielowarstwowe, którego nie da się jednoznacznie ocenić. Z pozoru, historię tworzy konflikt między dwojgiem pastorów, kandydatów na proboszcza w jednej z protestanckich parafii w Ameryce,
którzy w tym samym czasie przybyli na plebanię. Wielebny Bloom jest przechrzczonym Żydem, który boi się samego słowa Żyd. W kontaktach ze swoimi przyszłymi parafianami zachowuje daleko idący konformizm. Jego kontrkandydatka, wielebna Burton,
to atrakcyjna feministka, która robi wrażenie zarówno swoim wyglądem, jak i konsekwencją w poglądach i decyzjach.
Tytułowi wielebni znakomicie się uzupełniają, dlatego najlepiej dla parafii byłoby, żeby zaczęli ze sobą współpracować. Choć, z drugiej strony, czy warto ryzykować zdrowie psychiczne lub wręcz życie aż dwojga ludzi? Bo nie ulega wątpliwości, że dłuższej konfrontacji z radą parafialną mogliby nie przeżyć...;
Na czele tego nietuzinkowego zgromadzenia stoi epatująca swoją seksualnością
i grzesznością Mrs. Simpson. Wtóruje jej osobliwe małżeństwo Wilkinsonów: Ned jest profesorem, zafascynowanym wielebną Burton, który czasami powie coś rozsądnego;
Ami zaś uważa się za Boga i podkochuje się w wielebnym Boomie. Pozostali członkowie
to traktowana jak zjawisko eteryczna Betty oraz prymitywny podrywacz i gangster Tomasz. Jeśli do tej galerii potworów dołączy jeszcze młody satanista Cziko, to każdy normalny człowiek uciekłby z krzykiem z takiej parafii. Podobną opinię wyraża osoba, która powoduje w spektaklu całkiem spore zamieszanie. Mówię o fenomenalnej ciotce wielebnego Blooma - Róży. Rolą tą świętuje 25-lecie pracy artystycznej Teresa Bielińska. Jest to postać zabawna
i wręcz rozbrajająca, którą Robert Leszczyński (wybierał muzykę do spektaklu) nazwał "archaniołem Gabrielem" sztuki. Czy ma rację? - warto przekonać się osobiście.
Autor "Wielebnych", Sławomir Mrożek i reżyser spektaklu, Grzegorz Chrapkiewicz, nie narzucają widzowi interpretacji, nie kierują się też żadnymi schematami. Chrapkiewicz
i Robert Leszczyński, który zadbał o oprawę muzyczną sztuki, proponują nam jedynie swoją wizję artystyczną całego problemu. Dzięki nim w kieleckim teatrze czeka nas dwugodzinne spotkanie z kulturą na najwyższym poziomie. Sztuka Mrożka aż kipi od błyskotliwych ripost, świetnych dialogów, w których nie brakuje odniesienia do współczesności. Reżyseria Grzegorza Chrapkiewicza tworzy z niej prawdziwe wydarzenie artystyczne, które częściowo wykracza poza ramy teatru. Znakomici są również aktorzy, wśród których szczególnie błyszczy w roli ciotki Róży wspomniana już przeze mnie jubilatka Teresa.
Na koniec pozwolę sobie jeszcze raz zacytować mistrza Krasickiego, który okazał się prawdziwym prorokiem, przynajmniej w kontekście naszej kultury narodowej. "I śmiech niekiedy może być nauką, kiedy się z przywar, nie z osób natrząsa". Śmiejmy się więc
z naszych wad, a bijąc się w piersi odpowiedzmy sobie na pytania: na ile przypominamy upiornych parafian ze sztuki Mrożka oraz czy lepiej być kobietą, czy Żydem?
Komentarze:
ola 30 / 12 / 2005 | :) sztuka nowoczesena, zabawna, jako młodej osbie bardzo mi sie podobała.. W teatrze Żeromskiego bywam ostatnio coraz częściej. Polecam szczególnie spektakl Teorban! | |
bezimienna 21 / 05 / 2006 | dziwne.... nie ma tu nic o tezie ignacego krasickiego mówiązej o śmiechu....a gdy wpisałam w google to od razu wyskoczyła ta strona..... | |
karusia 14 / 10 / 2006 | jak nie ma jak jest przeczytaj jeszcze raz ostatni akapit - jest cytat z Krasickiego:) | |
... 12 / 03 / 2007 | ... Myślę, że "Wielebni" to sztuka bardzo potrzebna w dzisiejszych czasach, potrzebna aby ludzie zauważyli jak się zachowują i jak reagują na odmienności.Zobaczymy jak to wyjdzie w teatrzy "Mańja" w Mrągowie. Miejmy nadzieję że bedzie dobrze. Zapraszam za pare miesięcy na premiere;) | |
|
|