Jeszcze raz o "Hamlecie" Łukasza Barczyka
"Hamlet" według scenariusza i reżyserii Łukasza Barczyka został w 2004 r. podczas Festiwalu Filmowego w Kazimierzu Dolnym uznany przez publiczność za najlepszy spektakl Teatru Telewizji. Na łamach Culturis.art.pl prezentujemy dyskusję Marii Kozyry i Marzeny Kamińskiej dotyczącą tej ciekawej produkcji Telewizji Polskiej, którą widzowie będą jeszcze mogli obejrzeć w TVP.
Marzena :
Od czego zaczniemy?
Maria:
Od jajka, czyli: "Być albo nie być..." Co to za pomysł, żeby umieszczać te słowa na początku? Czy dlatego, że początek monologu stał się w kulturze masowej oklepaną wizytówką "Hamleta". Scena z Grabarzem - alkoholikiem jest na tyle wyrazista, że byłaby dobrą oprawą tej teatralnej "perełki".
Marzena:
Sam Barczyk tłumaczył w jednym z wywiadów, że ten fragment tekstu ma dla niego rangę osobnego utworu. Sto procent "Hamleta" w "Hamlecie".
Maria:
Można dostrzec zalety tego zabiegu. Przedstawienie postaci - mężczyzna po przejściach. Reszta jest... retrospekcją. Być może miało to przybliżyć postać "Hamleta"; pozostałe sceny widz ogląda już przez inny pryzmat.
Marzena:
Ogląda przede wszystkim przez pryzmat obiektywu.
Maria:
Zastanawiam się, na ile zasadne jest rozpatrywanie projektu Barczyka w kategoriach spektaklu teatralnego. Przecież obserwujemy tu cały szereg środków wyrazu charakterystycznych dla języka filmu. Ruchy kamery, ujęcia z ręki, zbliżenia, rozmyty obraz, głos z off-u, operowanie światłem, kompozycja kadru, montaż. Poza tym dostrzec tu można obcą konwencję gatunkową; kreacja Ducha - ojca Hamleta jest niczym z horroru. Czy zostało tu jeszcze coś z teatru?
Marzena:
Duch Szekspira. Język i schemat dramatu. Barczyk posłużył się przekładem Paszkowskiego, nieznacznie tylko uwspółcześniając język. Zachował kostiumy.
Maria
... a Ofelia?
Marzena:
Brak kostiumu też może być kostiumem, ale tylko w teatrze. Pamiętam inscenizację Warlikowskiego, gdzie dla odmiany Hamlet (Poniedziałek) obnażył się przed matką. Ale w kontakcie widz-aktor bez pośrednictwa kamery miało to inny wymiar. Ofelia staje przed nami nago i w pełnym świetle. Właściwie nie wiem dlaczego reżyser tak to rozegrał. Symptomy obłędu można pokazać w inny sposób, podejrzewam, że dużo w tym czystej ekstrawagancji.
Maria:
Tak jak skórzana kurtka Hamleta?
Marzena:
Skórzana kurtka to świetny pomysł. Po pierwsze Czernecki dobrze w niej wygląda, a poza tym współczesny widz w sposób naturalny odczytuje taki wizerunek. Nie chodzi mi tylko o młode pokolenie. Ci, którzy pamiętają legendę Buntownika z wyboru są chyba w bardziej komfortowej sytuacji. Młodszego widza może zafascynować indywidualizm Hamleta, ale już cała sieć dworskich intryg i podniosłych kwestii będzie dlań trochę nudnawa.
Maria:
Barczyk na szczęście nie idzie w kierunku uwspółcześniania na siłę. Skórzana kurka owszem, ale skrojona na miarę epoki. W finałowej scenie klasyczna koszula.
Barczyk ma świadomość, że tekst Szekspira sam broni się przed dezaktualizacją, nie potrzeba tu dwudziestowiecznych rekwizytów i aluzji do współczesności. To uniwersalna historia o człowieku i reżyser ma tego pełną świadomość.
Marzena:
Klasyk?
Maria:
Ma duże wyczucie. Pomysł z przeniesieniem akcji do mrocznych, tajemniczych wnętrz wielickiej kopalni jest świetny. Bohaterowie poruszają się w nim jak w labiryncie. Myślę, że jest to istotne dla koncepcji postaci. Wszyscy bohaterowie są zagubieni, właściwie nie wiedzą dokąd zmierzają, są uwikłani w rozmaite sieci: intrygi, spisku, nie wiedzą jaki będzie ich koniec. Możemy się przekonać, że wszyscy zabrną w korytarz bez wyjścia.
Z drugiej strony wybór takiej scenerii nie byłby możliwy w tradycyjnym teatrze. Jak już mówiłam środki filmowe pełnią tu niebagatelną rolę. Kamera przybliża nam bohaterów, aktorzy nie muszą grać dla ostatniego rzędu, mogą sobie pozwolić na nieteatralne szepty i nieznaczne gesty. Ujęcia z ręki nie są transparentne, zakłócają tok śledzenia wydarzeń.
Marzena:
Może to świadome przekroczenie statycznej teatralnej konwencji?
Maria:
Raczej warsztat filmowca.
Marzena:
Współczesny teatr poszukuje jednak dla widza innego miejsca niż tradycyjny, wygodny fotel. Znika bezpieczna granica między sceną a widownią. Teatr oswaja nowe przestrzenie i można sobie bez trudu wyobrazić spektakl w kopalni. Przy pomocy kamery Barczyk mógłby też wyprowadzić niektóre sceny poza obręb podziemia, ale nie robi tego. Zachowuje jedność miejsca akcji.
Maria:
To tylko pozornie jedno miejsce. Granice przestrzeni, to granice kadru. Kompozycja kadru jest tu wyraźnie nadrzędna. Kamera nie wyławia aktorów z przestrzeni, to oni sami ustawiają się i tu widać szczególnie wyraźnie inicjatywę reżysera. Najciekawszy przypadek to ujęcie z kamery umieszczonej w grobie Ofelii.
Marzena:
Rzeczywiście nikt ze znanych mi reżyserów nie kazał swoim widzom włazić do grobu. To mógłby być lekki dyskomfort, chociaż oglądanie nieświeżego palca nieboszczyka i podejrzanych instrumentów muzycznych to też średnia przyjemność.
Szklany ekran stwarza barierę pomiędzy tym co się tam dzieje, w ten sposób nie da się poczuć, czegoś co niektórzy uparli się nazywać magią teatru. Ale przestrzeń podziemnych grot została tu wykorzystana bardzo pomysłowo. Bez trudu mogę sobie wyobrazić, że Dania stała się więzieniem. Podziemie, gdzie nie dociera słońce, nierealny księżycowy krajobraz. Bohaterowie plączą się wciąż po tych mrocznych zakamarkach, jakby rzeczywiście byli więźniami.
Maria:
Dodatkowo nastrój niesamowitości stwarza dźwięk, muzyka wydobywana z bębnów, dająca w podziemnej krainie niesamowity pogłos, jakby wydobywający się z zaświatów. Miejscami dynamizuje, bądź dodaje akcji dramatyzmu.
Marzena:
A miejscami zwyczajnie zakłóca odbiór skupiając nadmiernie uwagę. Ponadto pojawiają się czasem w tle nieartykułowane dźwięki, które są jakby przypadkowe.
Maria:
Zastanawiam się nad sceną poprzedzającą przybycie aktorów. Dlaczego Hamlet trzymał "wędkę" z kluczem? Czy symbolizuje on klucz do tajemnicy? A poza tym pojawia się tu ujęcie postaci od tyłu, takiej prezentacji bohaterów nie spotykamy w teatrze.
Marzena:
Ani w filmie. Barczyk najwyraźniej lekceważy konwencję zupełnie jak jego bohater. Reżyser "ignoruje" widza, książę - Gildensterna, Rosenkranza i resztę dworskiej świty.
Maria:
Czy Barczyk przekonał Cię do takiej wizji "Hamleta"? Obserwując reakcję naszych kolegów można się zastanowić nad celowością niektórych zabiegów, np. powrócę tu do wspomnianej wcześniej wizji Ducha - ojca Hamleta. Czy nie było to przekoloryzowanie, niepotrzebne wtrącenie obcej konwencji? Mnie taki Duch nie przekonał, zakłócił odbiór, podobnie jak Ofelia w negliżu.
Czy ukazanie bohaterów w krzywym zwierciadle podczas przedstawienia nie jest zbyt dosłowną metaforą?
Marzena:
Gdyby to przedsięwzięcie oceniać tylko w kategoriach filmowych, zaklasyfikowanie go do jakiegoś gatunku byłoby trudne. Napisy początkowe i pierwsze ujęcia mogłyby sugerować, że znajdujemy się w Transylwanii. Podoba mi się ten pomysł, nie tylko dlatego, że lubię historie o wampirach. Dzięki Barczykowi uświadomiłam sobie ważną rzecz. Hamlet to nie tylko egzaltowane książątko rozważające dniami i nocami czy być, czy nie być. To młody chłopak samotny w świecie wielkich intryg i fatalnych namiętności. W tym zamczysku naprawdę wiało grozą i chłodem. Jak się ma mądrego ojca, który potrafi przeprowadzić człowieka przez te wszystkie zawirowania, to jeszcze pół biedy. A kiedy go zabraknie bywa ciężko. "Hamlet" Barczyka (od teraz także i mój) to małolat, który musiał szybko dojrzeć, ale zostało mu jeszcze sporo młodzieńczej fantazji i buntu.
Maria:
Dla mnie "Hamlet" Barczyka jest tworem z pogranicza teatru i filmu. Nie mogę patrzeć na nie wyłącznie jako dzieło teatralne, za dużo tu ingerencji kamery. Nie mam zastrzeżeń co do pomieszania chronologii wypowiadanych przez postaci kwestii. Przynajmniej na pierwszy rzut oka, a raczej ucha nie dostrzega się żadnego chaosu, niekonsekwencji. Okazuje się, że dialogi Szekspira można ustawiać jak klocki. Wprowadzone zmiany skierowały moją uwagę na "Hamleta" Szekspira. Trochę z innej perspektywy zaczęłam patrzeć na samo dzieło literackie. Tak naprawdę dopiero teraz odkryłam genialność dialogów Szekspira .
Maria Kozyra i Marzena Kamińska |
Komentarze:
Amator 01 / 05 / 2005 | :-) Fajny dialog dziewczynki....a skąd Wy jesteście??? z IEMiD-u??? | |
m 03 / 05 / 2005 | nie są z IEMIDU Dziewczynki nie są z IEMIDU!!!! To cenny klejnot Culturisu!!!! DLaczego wszyscy myślą, ze Culturis i Fides CLUB to IEMID. To UKSW, UW, SGH
Amotorze kim jesteś, może TY coś napiszesz? | |
dziewczynka 04 / 05 / 2005 | BARCZYK Pan reżyser nazywa sie Łukasz Barczyk!!! To taka drobna uwaga techniczna ;0) | |
04 / 05 / 2005 | do dziewczynka no jest napisane, ze Barczyk. nie wiem o co chodzi... | |
marian konewka 05 / 05 / 2005 | :-) jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze !!!!! :-) | |
dziewczynka 05 / 05 / 2005 | no sorry w jednym miejscu było Bralczyk, ale już zostało poprawione | |
tu namiar zostaw 26 / 05 / 2005 | korektor - redaktor PRACA poszukuje korektorko - redaktorki | |
Inge 29 / 05 / 2005 | melka1@autograf.pl szkoda, że tak mało informacji ...
A dlaczego nie korektora-redaktora?;-) | |
Bemik 07 / 06 / 2005 | jestem korektorko-redaktorką i szukam pracy :) Jestem korektorką/redaktorką z doświadczeniem, z wykształcenia - polonistką. Szukam pracy, więc jeśli ktoś jest zainteresowany nawiązaniem współpracy, proszę o kontakt : bemik25@wp.pl | |
bezrobotna 07 / 06 / 2005 | ble... ja nie jestem ani korektorką ani redaktorką, ale jestem ładna.... i szukam pracy .... | |
katasia 22 / 11 / 2005 | korektorka-redaktorka Nie wiem czy to jeszcze aktualne, ale mam 2-letnie doswiadczenie w redakcji, korekcie, adiustaci tekstow itp. Zainteresowanych prosze o e-maila: gryzda@wp.pl | |
a.mrozek@korekty.com 23 / 01 / 2006 | korektorka-redaktorka polonista, doświadczenie w korekcie i redakcji
a.mrozek@korekty.com | |
ester 23 / 03 / 2006 | co to za dyskusja? podyskutujcie o spektaklu, a nie jakaś darmowa reklama | |
|
|